sobota, 14 lutego 2009

piekna zycia nieposiadajacego

niesie mna
unosi w porywach
a gdy opada
to wylacznie na chwile
i to wylacznie dlatego
ze jestes przy mnie.

juz nawet w szklanke odplynac nie moge
a na coz mi liczenie drinkow skoro i tak zaden nie zadziala
zaden nie odplynie razem ze mna
a ja z nim
ja laduje tylko tam
gdzie wzrok polaczyl nasze dusze
w gwiazdy umarle na oceanie asfaltowego nieba
i na pustkowiu mojego serca
z jedna wazna wywieszka
z twoim podpisem

zadnych cyrografow
bedziesz poki zechcesz

kocham miloscia nieposiadajaca
ale majaca :}

sobota, 31 stycznia 2009

czas kochankow

noc przejrzysta, niby pojedyncza
a tu taka zmienna, jakze zamykajaca
ale co?
pragnienia? marzenia?
pojednania i sklocenia?
nie..
tyko tamtego roku.
para kochankow, naokolo nich tlum
oni na lozku inni zas stoja
nikt jakby nie zauwazyl zdazenia owego
i sie zdaje ze tych dwoch milosc polaczy
ze ich zwiarze na mocniejsze wiezy

ciala ku sobie, slowa nieistotne...
chwile juz pozniej tarzali sie w milosci swej
ona z zauroczonia, on ze znudzenia
pocalunkow nie nastawal kres
ani nawet granice ich pieszcot
spadlo to, niezauwazenie..
nic sobie nie przeszkodzili,
kazdy robil co swoje...
nadeszla chwila gdy sie puscili
oboje porozchodzeni na kanty swego ringu milosnego
oko kochanki pobieglo na drugi koniec sali
oko kochanka siedzialo.. i jakby go bolalo
taaa tak tylko wygladlo
oczy przyjaciol-to go uswiadamialo
i sam chyba wpadl
sam chyba siadl
zamyslil sie na chwile
i nogi zaniosly go jak najdalej
od swej 'ukochanej'
najwiekszy zal w tym wszystkim bylo
tego ze nawet go to nie zadowolilo

bo kto powiedzial ze latwa zwierzyna
w czasach kryzysu jest..
jedyna?

tlumaczenia byly zabawne,
czasem moze i realne
pawdy w tym bylo jednak tyle..
ze sie jakos z tego kryles.
ze pomowienia, ze sugestie
to tak wyobrazone kwestie
ile tam bylo streotypu
niz twojego typu
chcesz podobnie?

on mnie kochal, i latal i ganial
i cudowal i namawial
nawet rodzina uwierzona
przyjaciele przekonani
coz z tego?
zostala prawda bez mrzonkow
nie zakrapiana noca kochankow.

wtorek, 2 grudnia 2008

powinnam kochac, ale nie mam jak.

powoli przechodzi
smak goryczy i łez
powoli opuszcza
mnie siła i sens

przez tych co tak kochać mieli
co mnie przez życie kierować chcieli

drogą łez, cierni i hartu
bez uczuc, bez żartu
swoim zdaniem umacnianym
swoją karą zastraszanym

ach ta miłośc ziemska
jakże boska i anielska
z założenia ogólnego
i jak żadko udanego

tyle na celu mieli dobra
a tu problem wychowania dziecka

bo najlepiej ci mysleli
że to tyle już wiedzieli
że to tyle już ci wiedzą
bo w życiu od lat siedzą
a tu przecież lata biegną
rozum stanął, myśli więdną

tylko czemu to tak bywa
ze na młodszych się wyżywa
bo zazdroszczą dogodności?
techniki, nowoczesności?

że zapomniano o godności
co im nie dał nikt w młodości

ach ta szkoda jakże wielka
że tą miłośc kończy sprzeczka

i pamiętaj! gdy moc padnie
'zamknij się' rzekną na pożegnanie.

poniedziałek, 13 października 2008

niczego nie bedzie zal...

bo tak wlasnie chyba ma byc.
bo gdzies to prowadzi.
po tygodniach roboty nadchodza wnioski
ile jestescie dla mnie warci...

bezcenni:} :*

ofiarom mowie: przestancie sie nad soba uzalac.
bo swiat w nieskonczonosc nie bedzie pomagac.
a tym poddajacym sie.
mowie: wstancie.
macie po co,
a polezycie sobie w grobie.
jak na was dojdzie.

niedziela, 31 sierpnia 2008

faking szit.

co jest?

spokoj.
sila.
i chyba jakas moc.
taka nie wiadomo skad.

pewnosci i naiwnosciami
o potedze nad slabosciami

co sie stalo?

nic. wlasciwie chyba tego chcialam.
zamiast stawic czolo, uciekalam.

wnioski?

wciaz czegos sie boje.
to tylko milostki moje.
takie glupie ,naiwne.
a nienawiscia dobitne.

jaka jestem?

wciaz glupia.
a moze...
bezsilna?

piątek, 8 sierpnia 2008

piekne tylko chwile...


czasem po prostu zyje.
gdzieniegdzie sobie snie.
choc zycie tak niemile
ja nadal wierze że..
w twym sercu choc na chwile
ugoscisz i utulisz mnie.

wtorek, 8 lipca 2008

a szkoda...?

zabralam sie za siebie. w koncu.
bawie sie petlami w pascalu i kombinuje w kazda lepsza.
poryte to wszystko ale jak sie dojdzie to czlowiekowi az lzej ze jest juz dalej.
zreszta jak w zyciu.
jakos nam sie latwiej idzie jak juz potrafimy wiazac te sznurowki zeby sie nie podknac.

a ja?
gdzies jednak probuje stac.
utrzymac sie przez chwile.
w porywach mysli,snow i wyobrazen..
i mam wrazenie ze wciaz upadam gdy cie napotykam.

i tak mi zle gdy cie przy mnie slysze.
i tak mi dobrze gdy cie wreszcie widze.

milosc w samochodach polega na posiadaniu.
szkoda ze tylko na tym.